Pakujemy manatki…

| 27 Cze 2018  15:48 | Brak komentarzy

Levin nie schodzi z afisza polskiego teatru. Najnowszą premierę – „Wyjeżdżamy” dał Krzysztof Warlikowski w Nowym Teatrze.

Spektakl oparty jest na sztuce „Pakujemy manatki” (1983) Hanocha Levina, nazwanej przez autora w podtytule „komedią na osiem pogrzebów” i to o niej, a nie o przedstawieniu te kilka uwag.

To mroczna opowieść o daremnej ucieczce. Większość bohaterów, zarysowanych kilkoma zaledwie kreskami, usiłuje uciec od swego losu. Najprostszym wyjściem wydaje się wyjazd. Gdziekolwiek. Do Ameryki, do Szwajcarii, do Londynu, a choćby nad jezioro, aby dalej stąd, choć tam też nie oczekuje ich nic atrakcyjnego. Co więcej, doskonale z tego zdają sobie sprawę. Powiada Nina do swego wybranka: „Nie uganiam się za szczęściem jak wszyscy! O co tyle hałasu? Powiedz mi, dokąd tak wszyscy biegną? Nie sądzisz, że to bez sensu?”. Bella, żegnając się z Ekananem przed wyjazdem do Londynu, dobrze wie, że ucieka tylko pozornie: „Nie żebym miała jakieś złudzenia z tym Londynem. Londyn wcale na mnie nie czeka. Tam też będę samotna”.


Zaczyna się od uporczywego zatwardzenia, na które cierpi Szabtaj Szuster. Jego usilnym próbom wypróżnienia kibicują żona Bianka i córki Bella i Nina. Bez skutku – Szabtaj umiera. Tak rozpoczyna się seria powtarzających się niczym refren pogrzebów.

Wkrótce zjawi się grabarz z wózkiem, na którym ciągnie owinięte w białe płótno ciało zmarłego. Na pogrzeb ciągną krewni i sąsiedzi, wśród których szczególne miejsce przypada mówcy. Początkowo jest nim Alberto Pinkus, ale jego mowy pożegnalne nie grzeszą oryginalnością. On też trafi na wózek grabarza, a nowym, znacznie bardziej utalentowanym mówcą okaże się niejaki Motke Czkori. To on powie na pogrzebie Heni Gelertner: „w najważniejszej sprawie milczeliśmy. Roztrwoniliśmy ją i zlekceważyli. Nie umieliśmy o niej mówić. Panie, dałeś nam pogrzeby, abyśmy pamiętali o życiu; nie pozwól nam zapomnieć o tym wózku i o tym prześcieradle także pomiędzy pogrzebami”.

Przed pierwszym pogrzebem poznajemy mieszkańców miasteczka. Tłuścioch Elkanan wybiera się do Szwajcarii i żegna się ze swoją schorowaną matka Henią. To jego jako pierwszego zobaczymy z walizką na scenie. Spotka się z przybyłym z Ameryki Almacją – tylko jemu udało się naprawdę wyjechać, a teraz odwiedza rodzinę i czeka na przyjazd swojej amerykańskiej narzeczonej. Ale widać, że jest chory (mdleje). Zjawia się Prostytutka. Bez trudu wzbudza pożądanie Elkanana. Bobbę Globczik z małą walizeczką odprowadza na przystanek autobusowy rodzina: syn Munia, jego żona Lola i jąkający się wnuk Zigi. Jego rodzice pozbywają się Bobby, czyli jak mówi Munia „śmiecia”.
Pora na pierwszy pogrzeb, poza już wymienionymi na ceremonii zjawiają się rodzice Amacji, Cyla i Bruno, garbus Anver Czkori, zadurzony w Belli, jego niski gruby brat, Motke ze swoją grubą ciężarną żoną Cyporą. Cypora ma dość wspólnego mieszkania garbusem, oboje czekają, kiedy wreszcie Anver się od nich wyprowadzi. Na razie i on traci pieniądze na Prostytutkę.

Zawroty głowy Amacji nasilają się. Rodzice zamartwiają się o niego, wspominają swoje dawne lata (to czystej wody liryczna scena). Ich szczęście i nadzieje przetnie śmierć Almacji po operacji guza mózgu. Zanim to nastąpi w klubie nocnym tańczą Nina (z lekarzem Eliszą) i Bianka (z mówcą Alberto), Bobba samowolnie wraca z sanatorium i ponownie zostanie wyrzucona przez syna, garbus Anvar spotyka się z odprawą Belli, a schorowanej Heni śni się nieboszczyk mąż, Cwi. Munia nie przeżyje jednak rugów własnej matki i umiera „w samym środku zupy”. To drugi pogrzeb. Alberto tymczasem usidla owdowiałą Lolę. Nina wyjeżdża z Eliszą do Wiednia, a tymczasem szykuje się trzeci pogrzeb. Umiera Amacja. Podczas ceremonii przypadkowa turystka zostaje wzięta za jego amerykańską narzeczoną. Elkanan wciąż traci pieniądze na Prostytutkę. W klubie nocnym bawią się Cyfora i Motke, Bella z Alberto (latynoski kochanek wciąż szuka nowych zdobyczy), a także Zigi z młodym mężczyzną Alfonsem Hucli (dzięki niemu przestaje się jąkać, razem wyjadą nad jezioro). Ostatni romans dla Alberto okazuje się zbyt mocnym przeżyciem – i to on jest bohaterem kolejnego, czwartego pogrzebu.

Wszyscy wyjeżdżają albo się wynoszą (dosłownie). Elkanan żali się w rozpaczy: „Należy mi się jedna działka, choć jedna działka spokoju i szczęścia”. Akurat. Nic się nikomu nie należy.

Kołowrót śmierci rozkręca się w najlepsze. Avner wreszcie się wyprowadza, owdowiałe i osierocone kobiety wyciągają go na brydża, ale Bella się buntuje i odmawia gry, wkrótce wyjedzie do Londynu. Umiera Bruno (piąty pogrzeb) po stracie syna – Motke wchodzi w rolę Mówcy, a owdowiała Cyla dołącza do kółka brydżowego. Wyjeżdża nawet Prostytutka, do „Szwicerii”. Jak powiada: „Jeden spółkuje – drugi kalkuluje”.
Bobba Globczik po kolejnej ucieczce (tym razem z domu opieki) umiera – nikt jej nie odprowadza. To szósty, bardzo skromny pogrzeb.
Kółko brydżowe znowu w kryzysie – Anvar się wiesza, a Henia grozi samobójstwem. Oboje umierają. To będzie siódmy i ósmy pogrzeb. Zigi traci przyjaciela i na powrót się jąka. Osierocony Elkanan wciąż roi o Szwajcarii, ale jedyny realny wyjazd, na który czeka, to spotkanie z bliskimi zmarłymi. Odeszli jawią mu się jako szczęśliwi turyści z walizkami.

„Nad postaciami Levina – pisała Anna Schiller – krąży widmo nieszczęścia, z którym nie mogą się pogodzić. Nie istnieje równowaga między dobrem i złem. Stara kobieta, która wcześnie odumarł mąż, a jej syn jest nieudacznikiem, mówi: „Na grobie niech mi napiszą ‘Zmarła w ósmym roku życia”. Ja potem już nigdy nie żyłam”. Chodzi po domu w nocnej koszuli, niechlujna, chora, zgrzybiała, nieszczęśliwa i zła. Levin chciał, żeby w jego sztukach grali brzydcy aktorzy; udobitnia to jego wizję: życie jest straszne, wulgarne, wstrętne. Co zresztą razi pruderyjny polski smak bardziej niż aktorska golizna”.

Polską prapremierę sztuki dała Iwona Kempa w Teatrze im. Horzycy w Toruniu (2007). Nagrodzono ją Laurem Konrada za reżyserię na festiwalu Interpretacje w Katowicach, zaproszono spektakl na Warszawskie Spotkania Teatralne, ale wystawienie nie zwróciło szerszej uwagi. Po latach sięga po tę sztukę Warlikowski, inkrustując scenariusz fragmentami z innych sztuk Levina i tekstami innych autorów. Siłą rzeczy to spektakl odbiegający znacznej mierze od litery dramatu (i różniący się od prapremiery), ale, proszę mi wierzyć, bardzo Levinowski. Jedno jest pewno: to kolejne potwierdzenie zadomowienia się Levina w repertuarze polskiego teatru.

Tomasz Miłkowski

Cytaty ze sztuki Levina w tłumaczeniu Jacka Poniedziałka z tomu „Ja, ty i następna wojna” wydanego przez AdiT; fot. Magda Hueckel/ Nowy Teatr

Facebooktwittergoogle_plusmail

Komentarze

Pozostaw komentarz: