Finisaż

| 7 Lis 2017  14:50 | Brak komentarzy


Tak nazwali pokaz ostatnich spektakli zespołu Teatru Bydgoskiego jego twórcy i liderzy, Paweł Wodziński i Bartek Frąckowiak. Dzięki otwartym ramionom TR Warszawa, zespół, który już nie istnieje, a przynajmniej ta jego część, która odeszła z Teatru Polskiego w Bydgoszczy razem z byłymi już szefami, mógł raz jeszcze zaistnieć publicznie. Przekazać swoje przesłanie (?), znak tożsamości (?), propozycję uprawiania teatru (?). Jak by tego nie nazwać, to dość niezwykłe zdarzenie, takie istnienie „teatru po teatrze”, jakby „życie po życiu”.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittermail

Lech Ordon od aktorskich Perełek

| 23 Paź 2017  09:31 | Brak komentarzy

W podwarszawskich Załuskach zmarł 21 października LECH ORDON (ur. 24 listopada 1928 w Poznaniu). Tak naprawdę sam nie wiedział, kiedy się urodził, bo podczas wojny ojciec zmienił mu datę urodzenia, aby w ten sposób uchronić syna przed niemieckim nakazem pracy. Nakazu nie uniknął, młody Lech pracował przy produkcji niemieckich myśliwców, ale zamieszanie z datą urodzin pozostało. Prawdopodobnie więc dożył 90. roku życia.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittermail

Addio…

| 5 Paź 2017  10:05 | Brak komentarzy

Pożegnanie nastąpiło już wcześniej. Wiesław Michnikowski (3 czerwca 1922-29 września 2017), bez fleszów i uroczystych akademii obchodził niedawno swoje 95. urodziny, ale z kręgu reflektorów scenicznych usunął się sam dużo wcześniej.

Propozycje, jakie otrzymywał, już go nie satysfakcjonowały. Ostatnią znaczącą rolę teatralną zagrał tuż przed przejściem na emeryturę w „Tangu” w reżyserii Macieja Englerta (1997) na deskach Teatru Współczesnego, z którym związany był przez 33 sezony. Erwin Axer, założyciel i wieloletni dyrektor tej sceny uważał Michnikowskiego za aktora wszechstronnego, który potrafi zagrać w komedii i tragedii, zawsze zwracając na siebie uwagę. Miał go za specjalistę od rol Mrożkowskich – to właśnie w „Tangu” przed laty, w reżyserii Axera (1965), zagrał zbuntowanego Artura. Po latach już tej roli zagrać nie mógł, czas robi swoje, tym razem wystąpił w roli najstarszego w obsadzie, czyli wuja Eugeniusza. „Wygryzł mnie z Artura Piotr Adamczyk”, żartobliwie komentował tę zmianę ról.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittermail

Ten uparciuch Kirczuk

| 25 Wrz 2017  08:48 | Brak komentarzy

fot. Andriej Moskwin

Niejeden na jego miejscu dawno by zrezygnował. Walka nie tylko o zachowanie, pielęgnację, ale i rozkwit języka białoruskiego wydaje się przegrana.

Już wiele lat temu UNESCO zaliczyło białoruski do języków ginących. Wedle statystyk procent ludności Białorusi na co dzień posługującej się językiem białoruskim nie przekracza 4 procent. Wprawdzie ponad 20 procent mawia po białorusku w domu, ale w życiu publicznym należy do rzadkości.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittermail

W sanatorium Dudy-Gracz

| 7 Wrz 2017  16:29 | Brak komentarzy

Zanim w byłym Instytucie Weterynarii SGGW w Warszawie można było podczas festiwalu „Warszawa Singera” zobaczyć performans „Sanatorium pod Klepsydrą” Agaty Dudy-Gracz wedle tekstów Brunona Schulza, rok wcześniej (w czerwcu 2016) podobne zdarzenie miało miejsce w Zabrzu, w nieczynnym od dawna Hotelu Admiralspalast. Artystkę zainspirował Jan Bończa-Szabłowski, od lat z własnej a nieprzymuszonej woli trudniący się upowszechnianiem wiedzy o sztuce i wpływie Schulza na polską kulturę. Trzeba przyznać, że miał dobrą rękę – Agata Duda-Gracz ze swoją skalą wyobraźni, rozmachem, wyostrzającą widzenie deformacją to wprost idealna autorka takiego zdarzenia, zwłaszcza że łączy plastyczny talent scenografki z dramaturgicznym talentem reżyserki.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittermail

Stary demon nie tak mocno śpi

| 2 Wrz 2017  12:55 | Brak komentarzy

Szef Polskiej Organizacji Turystycznej, Marek Olszewski, a właściwie już były szef zasłynął wypowiedzią o muzeach-obozach zagłady. W wypowiedzi udzielonej „Gazecie Wyborczej zapowiedział wykreślenie tych miejsc pamięci z promowanych programów turystycznych: „Poza tym chcemy położyć nacisk na promowanie tego, co cenne w naszej własnej kulturze, pokazać nasz wielki wkład w rozwój Europy. Nie mam potrzeby – argumentował – eksponowania miejsc i zdarzeń związanych z historią innych narodów”.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittermail

Odchodzą

| 24 Sie 2017  17:35 | Brak komentarzy

Po kolei znikają ci, którzy tworzyli samo jądro polskiej kultury drugiej połowy XX wieku. Także coraz młodsi.

Ostatnio odszedł Andrzej Blumenfeld (zaledwie 66 lat), w pełni sił, aktor o ogromnych możliwościach. Gdyby nie program radiowy Jacka Wakara, odszedłby niemal w ciszy, żegnany jednym bodaj artykulikiem w „Gazecie Wyborczej”, z którego można było się dowiedzieć, że Blumenfeld był aktorem popularnym. To tak jakby napisać, że Himilsbach był pisarzem przystojnym. Tymczasem Blumenfeld był aktorem wybitnym, nie w pełni wykorzystanym, który każdą swoją rolę obdarzał indywidualnym rysem. Nawet w ostatniej roli, Dottore w komedii dell’arte „Sługa dwóch panów” Goldoniego w Teatrze Dramatycznym, ukazywał podglebie idiotyzmu zachowań bohatera, nadając jakiś rys dwuznaczności tej, wydawałoby się, prostej do interpretacji figurze.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittermail

Makbet albo w stronę ciemności

| 26 Lip 2017  08:39 | Brak komentarzy

Czy w każdym z nas drzemie skryty Makbet? Czy mroczne demony tylko czekają sposobności, aby ujawnić swoją destrukcyjną siłę? Takie pytania postawił sobie chiński reżyser Tang Shu-wing, twórca studia w teatralnego w Honkongu.

Szekspirowski „Makbet” w inscenizacji hongkońskiego Studia Teatralnego Tang Shu-winga jest wyprawą do „jądra ciemności” – współcześni bohaterowie poprzez medium dramatycznej opowieści mierzą się z własnym demonami, które przebudzone mogą okazać się bardzo niebezpieczne. W ten sposób reżyser omija pułapkę historii szkockiej, jak nazywano często „Makbeta”, aby uniknąć wiszącej nad tytułem „Makbet” klątwy, wedle której żadna inscenizacja tego dramatu nie mogła się udać, a jej realizatorom zagrażała bolesnymi konsekwencjami. Tang Shu-wing odważnie stawia na afiszu tytuł, ale losy Makbeta bierze poniekąd w nawias, bo sprowadza do snu pary bohaterów, lokujących w dodatku wydarzenia dramatu w scenerii chińskiej tradycji, baśni i historii. Stąd chińskie stroje dworskie, czerwone lampiony, maski i rekwizyty nawiązujące do tradycji teatralnej i malowidła przywołujące stare rysunki. Postępuje więc zupełnie inaczej niż przed laty Akiro Kurosawa, który w swoim porywającym filmie opartym na „Makbecie”, „Tron we krwi” dokonał radykalnego przekładu szkockich realiów na japońskie, przy czym jednocześnie „przepisał” emocje, które w wersji japońskiej graniczyły bez mała z szaleństwem.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittermail

Poganie

| 14 Lip 2017  19:26 | Brak komentarzy

Anna Jabłońska (1981-2011) zginęła tragicznie w zamachu terrorystycznym na lotnisku Domodedovo. Leciała z rodzinnej Odessy, aby odebrać kolejną nagrodę. Jej scenariusze i sztuki  cieszyły się (nie tylko w Rosji) wielkim zainteresowaniem, nazywano ją nadzieją teatru i filmu. Nie dożyła nawet 30 roku życia. To autorka wciąż nieodkryta przez polski teatr.

Debiutowała już w szkole jako poetka, próbowała też sił teatrze jako aktorka. Studiowała w odeskiej Akademii Prawa, ale nigdy nie podjęła pracy w wyuczonej specjalności (prawo międzynarodowe). Pociągała ją literatura i teatr. Pisaniem sztuk teatralnych zajęła się dopiero w roku 2005, w ciągu 6 lat napisała 11 sztuk, wielokrotnie wyróżnianych, nagradzanych w konkursach i wstawianych w wielu teatrach, przede wszystkim w Rosji. Na Ukrainie była mniej znana, jej sztuki nie pasowały do rozrywkowego repertuaru. Pisano o niej, że jest aniołem nowej dramaturgii rosyjskiej. A jej ostatnią sztukę „Poganie” (Jazyczniki) uznano za najlepszą w jej dorobku – nagrodziło ją czasopismo „Iskusstwo Kino” i właśnie tej nagrody nie zdążyła już odebrać. Podjęła w niej temat utraty wiary we współczesnym społeczeństwie i zagubienia ludzi pozbawionych oparcia w świecie trwałych wartości. Przy czym nie miało to nic wspólnego z dydaktyzmem – nawracaniem czy też ośmieszaniem, zarówno wierzących, jak i niewierzących.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittermail

Od deski do deski

| 16 Cze 2017  16:56 | Brak komentarzy

To mi się zdarzyło po raz pierwszy. Czytam, przeglądam, korzystam z „Dialogu”, miesięcznika poświęconego dramaturgii współczesnej, od ponad pół wieku, ale nigdy nie przeczytałem całego numeru, od deski do deski. Czytam dramaty, niektóre szkice, rzadko felietony. Ale żeby całość? Nie wiem, co mnie naszło.

Kiedy zaczynałem korzystać z „Dialogu” znajomi reżyserzy i dyrektorzy teatrów dziwili się trochę, zastrzegając, że oni nie czytają. Nie widzieli sensu, tłumacząc, że jeśli pojawi się naprawdę jakiś ciekawy dramat, to i tak się dowiedzą i wtedy poczytają. A tak – szkoda czasu. Dziwne podejście, ale tak usposabiany latami traktowałem „Dialog” jako pożyteczny miesięcznik „na wszelki wypadek”, jeśli od czasu do czasu trafi mu się coś ważnego wydrukować. Na samym początku, kiedy „Dialog” ukazywał się ze wklejką fotograficzną z fotosami ze spektakli, używałem także tych zdjęć – mówiąc wprost wycinałem niektóre z nich i „zamieszczałem” w prowadzonym wówczas przeze mnie „periodyku” pod tytułem „Kurtyna”, wydawanym w jednym egzemplarzu z kolorowymi rysunkami i komentarzami. Niestety, zasób archiwalny tych unikatowych edycji pochłonął kiedyś piec kaflowy i pozostał mi tylko w sercu niewysłowiony żal za utraconą kolekcją.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittermail