Obrzydzanie cynaderką

| 23 Sie 2018  19:27 | Brak komentarzy

Trzech „nijakich i żadnych” wedle diagnozy V., czyli twórcy Kabaretu Starszych Panów, Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski oraz Wiesław Gołas

Czytam, co Varga pisze w „GW” w związku z nowym serialem „Rojst”, ale nie reaguję na jego opinie o serialu, którego nie widziałem, tylko na niedorzeczną diagnozę czasów PRL, w których – jak się zdaje żył – ale chyba bez przekonania.

Oto co pisze rozsierdzony V.:

Peerel nie był ładny ani nie był brzydki, ludzie w nim żyjący ani niepospolitą urodą, ani nadzwyczajnym paskudztwem się nie objawiali – wszyscy byli żadni i nijacy. W Peerelu jedynym kolorem były wszystkie odcienie szarości, a jedyną trwałą strukturą rozliczne konsystencje błota. Jeśli coś było z metalu – było zardzewiałe, jeśli z drewna – spróchniałe, jeśli pomalowane – odrapane, jeśli z kamienia – to popękanego. Nadrzędną wartością nie była straszliwa milicyjna opresja, ale bylejakość i beznadzieja. Wciąż mi się zdaje, że prawdziwe barwy tamtych lat jeszcze bardziej były wyblakłe niż te na zdjęciach robionych filmami ORWO”.

Otóż wedle znanego podziału prawdy księdza Tischnera na prawdę, tyż prawdę i gówno-prawdę Varga zdecydowanie stawia na „gówno prawdę”. Cóż to za paradne diagnozy?


„Nie mam najmniejszego sentymentu do Peerelu, wybitnie irytuje mnie peerelowska nostalgia, za bezrozumną glątwę uważam argumenty, że co by nie mówić, to jednak w tamtych czasach kultura była, filmy były, książki wydawano, ludzie pracę mieli, wrażliwość społeczna władzy, elektryfikacja i zwalczenie analfabetyzmu się dokonało, ludzie żyli godnie, dopiero potem nastały czasy mroczne i brutalne. Peerel mam w pogardzie, a zarazem niebywale podekscytowany jestem tą serialową opowieścią o Peerelu, na kolejne odcinki czekam w stanie najwyższego zniecierpliwienia. Stała się rzecz zadziwiająca – mniej mnie obchodzi rozwiązanie tajemnicy w wielkim amerykańskim przeboju „Ostre przedmioty” niźli w polskim „Rojście”, choć oba z grubsza na podobnym patencie się opierają”.

Odpowiadam, że ja taką pisaninę traktuję jako objaw kompleksu niższości zamaskowanego odętą wyniosłością (ale na jakiej podstawie?). Irytuje mnie pogarda okazywana PRL-owi, mająca dowodzić przynależności do stada. Jeśli w wielu dziedzinach, o których Varga wspomina, nie udało się do tej pory dogonić rozmachu PRL-u (choćby w liczbie czytanych książek przez „nijakich” obywateli albo liczbie ogarniętych „beznadzieją” widzów teatralnych), to tym gorzej – wedle niego – dla PRL-u. Przydałoby się odrobinę pokory, mniej pyszałkowatości. Owszem jakość papieru, także taśmy filmowej itp. była nieporównanie niższa (technologia nie stoi w miejscu), ale z jakością myślenia bywało rozmaicie, jak w każdych czasach, również i dzisiaj, czego najlepszym dowodem ta łżediagnoza epoki, która wyrwała Polskę z zacofania. Ale jak widać – nie wszystkich.

Tomasz Miłkowski

Facebooktwittergoogle_plusmail

Komentarze

Pozostaw komentarz: