Makbet albo w stronę ciemności

| 26 Lip 2017  08:39 | Brak komentarzy

Czy w każdym z nas drzemie skryty Makbet? Czy mroczne demony tylko czekają sposobności, aby ujawnić swoją destrukcyjną siłę? Takie pytania postawił sobie chiński reżyser Tang Shu-wing, twórca studia w teatralnego w Honkongu.

Szekspirowski „Makbet” w inscenizacji hongkońskiego Studia Teatralnego Tang Shu-winga jest wyprawą do „jądra ciemności” – współcześni bohaterowie poprzez medium dramatycznej opowieści mierzą się z własnym demonami, które przebudzone mogą okazać się bardzo niebezpieczne. W ten sposób reżyser omija pułapkę historii szkockiej, jak nazywano często „Makbeta”, aby uniknąć wiszącej nad tytułem „Makbet” klątwy, wedle której żadna inscenizacja tego dramatu nie mogła się udać, a jej realizatorom zagrażała bolesnymi konsekwencjami. Tang Shu-wing odważnie stawia na afiszu tytuł, ale losy Makbeta bierze poniekąd w nawias, bo sprowadza do snu pary bohaterów, lokujących w dodatku wydarzenia dramatu w scenerii chińskiej tradycji, baśni i historii. Stąd chińskie stroje dworskie, czerwone lampiony, maski i rekwizyty nawiązujące do tradycji teatralnej i malowidła przywołujące stare rysunki. Postępuje więc zupełnie inaczej niż przed laty Akiro Kurosawa, który w swoim porywającym filmie opartym na „Makbecie”, „Tron we krwi” dokonał radykalnego przekładu szkockich realiów na japońskie, przy czym jednocześnie „przepisał” emocje, które w wersji japońskiej graniczyły bez mała z szaleństwem.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Poganie

| 14 Lip 2017  19:26 | Brak komentarzy

Anna Jabłońska (1981-2011) zginęła tragicznie w zamachu terrorystycznym na lotnisku Domodedovo. Leciała z rodzinnej Odessy, aby odebrać kolejną nagrodę. Jej scenariusze i sztuki  cieszyły się (nie tylko w Rosji) wielkim zainteresowaniem, nazywano ją nadzieją teatru i filmu. Nie dożyła nawet 30 roku życia. To autorka wciąż nieodkryta przez polski teatr.

Debiutowała już w szkole jako poetka, próbowała też sił teatrze jako aktorka. Studiowała w odeskiej Akademii Prawa, ale nigdy nie podjęła pracy w wyuczonej specjalności (prawo międzynarodowe). Pociągała ją literatura i teatr. Pisaniem sztuk teatralnych zajęła się dopiero w roku 2005, w ciągu 6 lat napisała 11 sztuk, wielokrotnie wyróżnianych, nagradzanych w konkursach i wstawianych w wielu teatrach, przede wszystkim w Rosji. Na Ukrainie była mniej znana, jej sztuki nie pasowały do rozrywkowego repertuaru. Pisano o niej, że jest aniołem nowej dramaturgii rosyjskiej. A jej ostatnią sztukę „Poganie” (Jazyczniki) uznano za najlepszą w jej dorobku – nagrodziło ją czasopismo „Iskusstwo Kino” i właśnie tej nagrody nie zdążyła już odebrać. Podjęła w niej temat utraty wiary we współczesnym społeczeństwie i zagubienia ludzi pozbawionych oparcia w świecie trwałych wartości. Przy czym nie miało to nic wspólnego z dydaktyzmem – nawracaniem czy też ośmieszaniem, zarówno wierzących, jak i niewierzących.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Od deski do deski

| 16 Cze 2017  16:56 | Brak komentarzy

To mi się zdarzyło po raz pierwszy. Czytam, przeglądam, korzystam z „Dialogu”, miesięcznika poświęconego dramaturgii współczesnej, od ponad pół wieku, ale nigdy nie przeczytałem całego numeru, od deski do deski. Czytam dramaty, niektóre szkice, rzadko felietony. Ale żeby całość? Nie wiem, co mnie naszło.

Kiedy zaczynałem korzystać z „Dialogu” znajomi reżyserzy i dyrektorzy teatrów dziwili się trochę, zastrzegając, że oni nie czytają. Nie widzieli sensu, tłumacząc, że jeśli pojawi się naprawdę jakiś ciekawy dramat, to i tak się dowiedzą i wtedy poczytają. A tak – szkoda czasu. Dziwne podejście, ale tak usposabiany latami traktowałem „Dialog” jako pożyteczny miesięcznik „na wszelki wypadek”, jeśli od czasu do czasu trafi mu się coś ważnego wydrukować. Na samym początku, kiedy „Dialog” ukazywał się ze wklejką fotograficzną z fotosami ze spektakli, używałem także tych zdjęć – mówiąc wprost wycinałem niektóre z nich i „zamieszczałem” w prowadzonym wówczas przeze mnie „periodyku” pod tytułem „Kurtyna”, wydawanym w jednym egzemplarzu z kolorowymi rysunkami i komentarzami. Niestety, zasób archiwalny tych unikatowych edycji pochłonął kiedyś piec kaflowy i pozostał mi tylko w sercu niewysłowiony żal za utraconą kolekcją.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Gdynia, czyli Początek

| 5 Cze 2017  13:10 | Brak komentarzy

Lubię Gdynię. Jeśli miasta mają swojego ducha, to ten gdyński, bardzo praktyczny, ale jednocześnie otwarty bardzo mi odpowiada. Duch Gdańska jest zapatrzony w swoją wielką przeszłość, Duch Sopotu kusi letników, duch Gdyni myśli o przyszłości. Wiadomo, miasto, wciąż jest młode, nadal buduje swoją legendę, także jako prężny ośrodek kultury potęgą swoich pomysłów i silnych instytucji.

Sławny Teatr Muzyczny imienia Danuty Baduszkowej imponuje po przebudowie nie tylko kubaturą, ale i repertuarem, nowe centrum filmowe wybudowane obok potwierdza, że to tutaj jest stolica polskich festiwali filmowych, miasto funduje liczącą się Nagrodę Literacką i najpoważniejszą w Polsce Nagrodę Dramaturgiczną. To już dość, aby dostrzec w Gdyni ważnego udziałowca ogólnopolskiej oferty kulturalnej z ambicjami rzutkiego partnera. Mam też powody osobiste, aby Gdyni dziękować, bo cztery lata temu właśnie prezydent Gdyni, Wojciech Szczurek zaakceptował propozycję Klubu Krytyki Teatralnej (a personalnie red. Aliny Kietrys) i podjął się roli gospodarza dorocznego Konkursu im n. Andrzeja Żurowskiego na recenzję teatralną dla młodych krytyków, i związał ten konkurs z organizowanym przez Teatr Miejski im. Witolda Gombrowicza festiwalem polskich sztuk współczesnych R@port. Andrzej Żurowski z własnego wyboru był od wielu lat obywatelem Gdyni i stąd ten konkurs, którym zarówno Gdynia, jak i zadłużony wobec niego Klub Krytyki Teatralnej, postanowiliśmy uczcić jego pamięć.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Granica

| 24 maja 2017  14:11 | Brak komentarzy

Come Together fot. Teatr Studio

Można potraktować ten spektakl (Come Together w Teatrze Studio) jako żart. Ale można też jako test-pytanie, które stawia reżyser: czy granica między sceną i widownią jest przekraczalna? Doświadczenie współczesnego teatru podpowiada, że i owszem. Ile to takich przedstawień, w których widz jest wciągany, czasem na siłę, do wnętrza przedstawienia? I to nie tylko w widowisku estradowym, które żywi się często gęsto ośmieszaniem widza wystawionego nagle na pokaz. Ale jeśli widz ma podejmować świadomie decyzję uczestnictwa, to jakie mianowicie warunki muszą być spełnione? I czy uczestnictwo polega na fizycznej obecności na scenie (cokolwiek nią jeszcze jest)? Tak czy owak, wcale to poważne jak na żart pytania. Pewnie ważne dla teatru, ale czy dla widza?

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Pożegnanie z Europą?

| 17 maja 2017  09:42 | Brak komentarzy

Kiedy pod koniec kwietnia pojawił się w zapowiedziach nadchodzących premier filmowych tytuł „Pożegnanie z Europą”, zabrzmiał dziwnie aktualnie. Zbliżały się przecież wybory prezydenckie we Francji i nikt nie mógł zapewnić, że nacjonaliści nie dojdą do władzy. Co więcej, niektóre komentarze w Polsce sugerowały, że było nawet nieźle, gdyby Marine Le Pen stanęła na czele Francji. Ale do tego nie doszło.
> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Blog Tomasza Miłkowskiego

| 17 maja 2017  09:29 | Brak komentarzy

Słowa mnie piszą. Dość, że przymknę na chwile oczy, wyłączę się z rozmowy, a już słowa się cisną, gromadzą, układają w zdania, akapity, teksty. Nie sposób ich okiełznać.

Niektóre tak natrętnie, że potem, przekonany, że już pisałem o jakiejś książce, filmie, przedstawieniu, zdarzeniu, sprawie – uporczywie tego tekstu szukam. Tracę wiele czasu, aby do domniemanego tekstu dotrzeć.

Daremnie, bo nigdy nie został napisany, a jedynie pomyślany. Pora z tym coś zrobić, a najlepiej zapisywać te przelotne teksty, czasem tylko szkice, pomysły na tematy, które może się kiedyś rozwiną albo zostaną jako ślady pewniejsze niż tylko pierwszy zarys.
Z tego obsesyjnego układania słów bierze się ten blog. I jego tytuł: takinawyk.

Tomasz Miłkowski

Facebooktwittergoogle_plusmail