Mono-Szekspir

| 15 Gru 2017  20:34 | Brak komentarzy

Spotkanie w Toruniu, od lewej: Szymon Spichalski, Piotr Kondrat, Wiesław Geras i Tomasz Miłkowski – fot. Kasia Geras

I znowu mamy pokój w naszej Anglii.
Miecze do pochew, zbroje do lamusa.
Rycerze miast na polach bitew
po damskich garderobach hasają.
Lecz że natura łask mi poskąpiła,
postanowiłem zostać [to następował jadowity śmiech] łajdakiem!

Tak rozpocząłem spotkanie o współczesnych monodramach szekspirowskich podczas festiwalu w Toruniu, cytując z pamięci (zawodnej!, więc cytat nie jest dokładny, ale oddaje ducha przekładu) fragment monologu otwierającego szekspirowskiego „Ryszarda III” w opracowaniu Jacka Woszczerowicza. Ku zaskoczeniu zgromadzonych schowałem się za występem muru, a potem wychynąłem i ruszyłem z monologiem…

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Oriana

| 4 Gru 2017  10:27 | Brak komentarzy


Scena jest prawie pusta. Z lewej strony, blisko publiczności stoi stolik i krzesło. Na stoliku porcelanowa, filigranowa filiżanka z niedopitą kawą. Po bokach na całą wysokość horyzontu zwisają dwa kawałki białego płótna, które będą ekranem – między nimi czarna czeluść. To z tej czeluści nadchodzi Ona. Bez pośpiechu. Przychodzi z drugiej strony lustra – to przecież chwila, w której umarła.

Kim była ta przykuwająca uwagę dziennikarka i pisarka? Jej publikowane w renomowanych gazetach rozmowy elektryzowały cały świat. Jakiś wewnętrzny imperatyw sprawiał, że musiała stawać oko w oko z najstraszliwszymi tragediami: rewolucją węgierską, wojną w Wietnamie, reakcja ajatollahów. Rozmawiała z tymi, którzy decydowali o losach milionów. Z mędrcami i zbrodniarzami. Z ludźmi władzy i upadłymi politykami. Światową sławę zyskała, kiedy udzielił jej wywiadu generał Wietkongu Vō Nguyen. Do grona jej rozmówców należeli: Golda Meir, Jasir Arafat, Hajle Sellasje, Chomeini i Lech Wałęsa. Spotkanie z Aleksandrosem Panagulisem, przywódcą ruchu oporu przeciw reżimowi greckich czarnych pułkowników, przemieniło się w miłosny związek. Nie trwał długo – Alekos zginął w tajemniczych okolicznościach już po upadku czarnych pułkowników.

Mimo oszałamiających sukcesów zawodowych trudno powiedzieć, że była szczęśliwa. Nie dane jej było zostać matką. Jej związki się rozpadały, jeden zakończył się próbą samobójczą. W pogoni za prawdą czasu i historii, ogarnięta twórczym amokiem, nie zwyciężyła swego losu – zmarła po wyczerpującej walce z rakiem płuc (2006).

O tym wszystkim opowiada sama, własnymi słowami w monodramie „Oriana Fallaci. Chwila, w której umarłam”. Remigiusz Grzela z wielkim wyczuciem zbudował monolog z fragmentów jej tekstów (wykorzystał m.in. „List do nienarodzonego dziecka”, „Wywiad z historią” i „Wywiad z władzą”). Grzela nie jest w tej branży debiutantem. Ma za sobą m.in. świetny monodram „Uwaga – złe psy!” grany przez Małgorzatę Rożniatowską. Umie budować napięcie, nadawać rytm dramaturgii, balansować między realistycznym utożsamieniem z bohaterką a dystansem narratora.

Rzecz zaczyna się już po śmierci Fallaci – jak zresztą uczciwie stawia to tytuł. Oriana opowiada o swoim życiu, o gorącej walce o prawdę i szczęście z drugiego brzegu. Ale niczego się nie wyrzeka. Czasem tylko najwyraźniej tęskni za nienarodzonym dzieckiem i zamordowanym partnerem.

Autor scenariusza nie pominął też kontrowersyjnego starcia Fallaci z islamem – wprawdzie chodziło o zwalczanie terroryzmu, ale można było to czytać jak grzebanie islamu ryczałtem. Jej programowy ateizm nabrał rysów ksenofobii. Stąd pewien chłód ze strony intelektualistów, jaki otaczał pisarkę w ostatnich latach życia. Najpierw utożsamiana z postępowymi, lewicowymi ideałami, u zmierzchu swego życia traktowana była jako reprezentantka prawicy.

Ewa Błaszczyk bardzo oszczędnie gospodaruje środkami aktorskimi. Opowiada z powściągliwością o spotkaniach z bohaterami wywiadów reporterki, Panagulisem i Meir, o jej matce Tosce, o zapamiętanej z dzieciństwa scenie bombardowania, o pewnej fotografii na której generał z elity południowego Wietnamu zabija jeńca. To nie znaczy, że brakuje w tym spektaklu emocji. Czasem jej bohaterka wybucha, krzyczy, protestuje przeciw bólowi, który ludzi i ją osobiście dotyka. Czasem ulega lirycznemu wspomnieniu, wzrusza się i wzrusza innych. Ze spokojem przemierza niewielką przestrzeń malarni Teatru Studia w pomarańczowym kostiumie, czasem siada na krześle i wysupłuje z pamięci fragmenty wypowiedzi swych rozmówców, odtwarza nastrój chwil, które już nie powrócą. Staje przed nami jak otwarta książka, bezbronna. Wspomagają ją niekiedy przywoływane fragmenty filmów dokumentalnych, jej dawne zdjęcia, fotografie magnolii, których wygląd i zapach przechowuje w pamięci, czasem też cytat wypowiedzi zapisanej na taśmie albo zgiełk wielkiego miasta. To jednak tylko tło – o sile tego monodramu decyduje artystka, w której interpretacji ból i miłość, czułość i oschłość bohaterki tworzą mocną relację. Świetne przedstawienie, mozaikowy portret wielkiej pisarki na miarę jej niezwykłej osobowości.

Tomasz Miłkowski

ORIANA FALLACI, scenariusz Remigiusz Grzela, reżyseria Ewa Błaszczyk, koncepcja inscenizacji Zbigniew Brzoza, muzyka Jacek Grudzień, projekcje Anna Zuzanna Błaszczyk, światło Dariusz Zabiegałowski, malarnia Teatru Studio, premiera 24 listopada 2017

Facebooktwittergoogle_plusmail

Siedem nieb…

| 21 Lis 2017  21:10 | Brak komentarzy


Miejsce na ten spektakl zostało starannie wybrane, choć na pierwszy rzut oka zaskakuje: Jerzy Łazewski pokazał swój monodram „Siedem nieb patriarchy Henocha” w warszawskim Muzeum Ikon.

Muzeum istnieje zaledwie od ośmiu lat. Mieści się na Starej Ochocie przy ulicy Lelechowskiej w dawnym budynku osiedlowej kotłowni, a zarysy architektoniczne starego przeznaczenia celowo nie zostały ukryte. Dzięki temu we wnętrzu, które Muzeum dzieli z kaplicą poświęconą męczennikowi Auschwitz, archimandrycie Grzegorzowi Paradze, zachowany został postindustrialny charakter połączony z rosnącymi zbiorami i kolorystyką czerwieni i błękitu, charakterystyczną dla znajdujących się tu malowideł. Wiele ich rodzajów, bo spotkać można zarówno kopie dzieł samego Jerzego Nowosielskiego, jak i nowo pisane ikone, ikonostas stale jest w budowie, a także prace malowane na otoczakach, wszystko to skrzętnie gromadzone i rozwijane pod opiekuńczą ręką Michała Boguckiego, twórcy i dyrektora muzeum, artysty i niestrudzonego organizatora. Przez kilka lat przy muzeum działała Akademia Ikony, krzewiąc sztukę ich tworzenia i smakowania. Naturalnym zapleczem Muzeum i Kaplicy jest wspólnota wiernych głównie pochodzenia gruzińskiego, ten gruziński koloryt przenika twórczość i działania samego Boguckiego.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Finisaż

| 7 Lis 2017  14:50 | Brak komentarzy


Tak nazwali pokaz ostatnich spektakli zespołu Teatru Bydgoskiego jego twórcy i liderzy, Paweł Wodziński i Bartek Frąckowiak. Dzięki otwartym ramionom TR Warszawa, zespół, który już nie istnieje, a przynajmniej ta jego część, która odeszła z Teatru Polskiego w Bydgoszczy razem z byłymi już szefami, mógł raz jeszcze zaistnieć publicznie. Przekazać swoje przesłanie (?), znak tożsamości (?), propozycję uprawiania teatru (?). Jak by tego nie nazwać, to dość niezwykłe zdarzenie, takie istnienie „teatru po teatrze”, jakby „życie po życiu”.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Lech Ordon od aktorskich Perełek

| 23 Paź 2017  09:31 | Brak komentarzy

W podwarszawskich Załuskach zmarł 21 października LECH ORDON (ur. 24 listopada 1928 w Poznaniu). Tak naprawdę sam nie wiedział, kiedy się urodził, bo podczas wojny ojciec zmienił mu datę urodzenia, aby w ten sposób uchronić syna przed niemieckim nakazem pracy. Nakazu nie uniknął, młody Lech pracował przy produkcji niemieckich myśliwców, ale zamieszanie z datą urodzin pozostało. Prawdopodobnie więc dożył 90. roku życia.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Addio…

| 5 Paź 2017  10:05 | Brak komentarzy

Pożegnanie nastąpiło już wcześniej. Wiesław Michnikowski (3 czerwca 1922-29 września 2017), bez fleszów i uroczystych akademii obchodził niedawno swoje 95. urodziny, ale z kręgu reflektorów scenicznych usunął się sam dużo wcześniej.

Propozycje, jakie otrzymywał, już go nie satysfakcjonowały. Ostatnią znaczącą rolę teatralną zagrał tuż przed przejściem na emeryturę w „Tangu” w reżyserii Macieja Englerta (1997) na deskach Teatru Współczesnego, z którym związany był przez 33 sezony. Erwin Axer, założyciel i wieloletni dyrektor tej sceny uważał Michnikowskiego za aktora wszechstronnego, który potrafi zagrać w komedii i tragedii, zawsze zwracając na siebie uwagę. Miał go za specjalistę od rol Mrożkowskich – to właśnie w „Tangu” przed laty, w reżyserii Axera (1965), zagrał zbuntowanego Artura. Po latach już tej roli zagrać nie mógł, czas robi swoje, tym razem wystąpił w roli najstarszego w obsadzie, czyli wuja Eugeniusza. „Wygryzł mnie z Artura Piotr Adamczyk”, żartobliwie komentował tę zmianę ról.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Ten uparciuch Kirczuk

| 25 Wrz 2017  08:48 | Brak komentarzy

fot. Andriej Moskwin

Niejeden na jego miejscu dawno by zrezygnował. Walka nie tylko o zachowanie, pielęgnację, ale i rozkwit języka białoruskiego wydaje się przegrana.

Już wiele lat temu UNESCO zaliczyło białoruski do języków ginących. Wedle statystyk procent ludności Białorusi na co dzień posługującej się językiem białoruskim nie przekracza 4 procent. Wprawdzie ponad 20 procent mawia po białorusku w domu, ale w życiu publicznym należy do rzadkości.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

W sanatorium Dudy-Gracz

| 7 Wrz 2017  16:29 | Brak komentarzy

Zanim w byłym Instytucie Weterynarii SGGW w Warszawie można było podczas festiwalu „Warszawa Singera” zobaczyć performans „Sanatorium pod Klepsydrą” Agaty Dudy-Gracz wedle tekstów Brunona Schulza, rok wcześniej (w czerwcu 2016) podobne zdarzenie miało miejsce w Zabrzu, w nieczynnym od dawna Hotelu Admiralspalast. Artystkę zainspirował Jan Bończa-Szabłowski, od lat z własnej a nieprzymuszonej woli trudniący się upowszechnianiem wiedzy o sztuce i wpływie Schulza na polską kulturę. Trzeba przyznać, że miał dobrą rękę – Agata Duda-Gracz ze swoją skalą wyobraźni, rozmachem, wyostrzającą widzenie deformacją to wprost idealna autorka takiego zdarzenia, zwłaszcza że łączy plastyczny talent scenografki z dramaturgicznym talentem reżyserki.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Stary demon nie tak mocno śpi

| 2 Wrz 2017  12:55 | Brak komentarzy

Szef Polskiej Organizacji Turystycznej, Marek Olszewski, a właściwie już były szef zasłynął wypowiedzią o muzeach-obozach zagłady. W wypowiedzi udzielonej „Gazecie Wyborczej zapowiedział wykreślenie tych miejsc pamięci z promowanych programów turystycznych: „Poza tym chcemy położyć nacisk na promowanie tego, co cenne w naszej własnej kulturze, pokazać nasz wielki wkład w rozwój Europy. Nie mam potrzeby – argumentował – eksponowania miejsc i zdarzeń związanych z historią innych narodów”.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Odchodzą

| 24 Sie 2017  17:35 | Brak komentarzy

Po kolei znikają ci, którzy tworzyli samo jądro polskiej kultury drugiej połowy XX wieku. Także coraz młodsi.

Ostatnio odszedł Andrzej Blumenfeld (zaledwie 66 lat), w pełni sił, aktor o ogromnych możliwościach. Gdyby nie program radiowy Jacka Wakara, odszedłby niemal w ciszy, żegnany jednym bodaj artykulikiem w „Gazecie Wyborczej”, z którego można było się dowiedzieć, że Blumenfeld był aktorem popularnym. To tak jakby napisać, że Himilsbach był pisarzem przystojnym. Tymczasem Blumenfeld był aktorem wybitnym, nie w pełni wykorzystanym, który każdą swoją rolę obdarzał indywidualnym rysem. Nawet w ostatniej roli, Dottore w komedii dell’arte „Sługa dwóch panów” Goldoniego w Teatrze Dramatycznym, ukazywał podglebie idiotyzmu zachowań bohatera, nadając jakiś rys dwuznaczności tej, wydawałoby się, prostej do interpretacji figurze.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail