WIRUS BIAŁEJ CHOROBY

| 18 Mar 2019  19:10 | Brak komentarzy

Na scenie Teatru Studio adaptacja powieści Jose Saramago „Miasto białych kart”. Już sam tytuł odwołuje się do innej, głośnej powieści Noblisty „Miasto ślepców”.

Ta wcześniejsza powieść Saramago (1995) to parabola o zagubieniu ludzi we współczesnej świecie. W jakimś mieście wybucha nagle epidemia ślepoty, zwanej białą chorobą. Zaczyna się od zaślepnięcia pewnego kierowcy. Lekarz nie dostrzega przyczyn utraty wzroku; wkrótce i on, a także jego pacjenci, wreszcie wszyscy inni, którzy mieli kontakt z pierwszym oślepłym, tracą wzrok. Przerażone władze izolują chorych w byłym szpitalu psychiatrycznym, teren otaczają wojskiem i skazują ślepców na samoorganizację.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Sadkowski – ktoś taki jak on

| 2 Lut 2019  16:50 | Brak komentarzy

Odkąd pamiętam, mówiło się: Sadkowski, a myślało: „Literatura na Świecie”. Albo na odwrót. Wprawdzie pierwszym naczelnym miesięcznika był Wacław Kubacki, ale Wacław Sadkowski objął redakcję już od 10 numeru w roku 1972 i prowadził niestrudzenie do końca 1993, a więc z górą dwadzieścia jeden lat. Oczko.

Dzisiejszym młodym czytelnikom trudno nawet wytłumaczyć, czym była „Literatura na Świecie”. Oknem na świat? Otwarciem, drogą, inną przestrzenią? Żadne określenie nie opisze tego fenomenu stworzonego przez Sadkowskiego wraz z zespołem, który wniósł nowy powiew do polskiego życia umysłowego. Poszczególne wydania pisma były często gęsto monografiami – albo tematycznymi, albo skupionymi wokół wspólnego wątku, nurtu, regionu, albo wyjątkowej osobowości pisarskiej (Joyce, Kafka, Nabokov, Borges). Bywały numery legendy, niemal zaczytywane na śmierć, jak sławetny numer erotyczny czy numer latynoski. Dość przypomnieć, że nakład dochodził do 35 tysięcy egzemplarzy (dzisiaj ledwie przekracza 2100), a i to trzeba było mieć chody, aby pismo dostać. Czasy były inne i porównania często bywają zawodne, ale Instytucja, przez duże „I”, którą stworzył Sadkowski, pozostanie jego heroicznym czynem. To mógł zrobić tylko ktoś taki on.
> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Zimne ognie u Arnolfa albo pochwała warsztatu

| 18 Gru 2018  20:27 | Brak komentarzy

fot. Kasia Chmura-Cegiełkowska/Teatr Powszechny w Łodzi

Najlepszym sprawdzianem jakości pracy teatru są spektakle, które oglądane po latach od premiery nie tracą świeżości. Nie wychodzą z nich szwy, koło zamachowe akcji działa bez zgrzytów, a kontakt z widownią rodzi się od pierwszej chwili. Taka właśnie jest „Szkoła żon” Moliera w inscenizacji Janusza Wiśniewskiego na malej scenie Teatru Powszechnego w Łodzi. Premiera spektaklu odbyła się cztery lata temu.

Teatrzyk Janusza Wiśniewskiego wygląda znajomo. Jednak na małej scenie łódzkiego Teatru Powszechnego zamiast jego ulubionego pudełka budy jarmarcznej mamy do czynienia z estradą otoczoną z trzech stron rzędami krzeseł na widowni – od frontu kilka długich rzędów, po bokach po trzy krótkie zestawy krzeseł.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Hanoch Levin pod szkiełkiem

| 30 Lis 2018  10:42 | Brak komentarzy

Tytuł książki jest taki: „Hanoch Levin. W teorii i praktyce teatralnej – klucze interpretacyjne. Materiały pokonferencyjne”. Nie zachęca, a wart jest grzechu.

To właściwie się nie zdarza. Konferencje naukowe rzadko wywołują napięcie emocjonalne, a ich zapisy (zazwyczaj) tchną nudą. Wszyscy traktują to jako zło konieczne, jako daninę złożoną akademickiej formie, za którą wszelako kryje się sporo odkrywczych myśli i rzetelnych analiz. Tym razem jednak, nie odejmując niczego z walorów podstawowych, mamy do czynienia z książką zgoła pasjonującą. Konferencja poświęcona twórczości Hanocha Levina, faktycznie ojca założyciela dramaturgii izraelskiej w języku hebrajskim, okazała się wydarzeniem nie tylko ciekawym, ale nawet ekscytującym, a to za sprawą kontrowersji, jakie budzi jego twórczość.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Debiutant Wojsław Brydak

| 22 Lis 2018  09:33 | Brak komentarzy

Brydak (rocznik 1942), obdarzony wieloma talentami, jak człowiek renesansu, dał się wcześniej poznać jako pianista, fotografik, dramaturg, reżyser, edytor, tłumacz, redaktor, publicysta i nauczyciel akademicki. Teraz debiutował jako powieściopisarz.

Na pierwszy rzut oka ten tom sprawia wrażenie wspomnień, choćby dlatego, że jego akcja toczy się w regionach związanych z etapami życia Wojsława Brydaka – jest tu obecna Rzeszowszczyzna, Kraków, Śląsk i przede wszystkim Trójmiasto. Pojawiają się członkowie najbliższej rodziny, przyjaciele i dalsi znajomi (pod prawdziwymi nazwiskami).

Autor jednak – z premedytacją – daje się ponieść iście kawaleryjskiej fantazji, a zatem podobieństwo do osób i miejsc bywa tylko częściowe, biada temu, kto w to uwierzy. Przestrzega zresztą przed tym sam autor i pisze na sam koniec: „Kto liczył na wiarygodne wspominki, pominął niefrasobliwość autora”. Przy okazji Brydak prostuje niektóre podawane przez narratora informacje, na przykład pełne swady opisy przedstawień Stanisława Hebanowskiego i Jerzego Golińskiego.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Krem a sprawa polska

| 19 Lis 2018  19:46 | Brak komentarzy

Komedię Macieja Wojtyszki „Fantazja polska” łatwo wykpić, jeśli potraktuje się ją dosłownie. To, co dla Wojtyszki było zabawą i grą z historią, uświadamiającą nieobeznanym, że wielkie decyzje mają często całkiem przyziemne przyczyny, może się wydać nadmierną swobodą autora.

Jak by nie patrzeć bowiem, ze sztuki wynika, że Polska wybiła się na niepodległość za sprawa przepisu na odmładzający krem, który przekazała swoje wnuczce, pani Paderewskiej jej babcia. Krem tak przypadł do gustu pani prezydentowej Wilson, że wymogła na Helenie Paderewskiej (Marzena Trybała) udostępnienie receptury, mimo że pani Helena przysięgała babci, że nigdy nikomu tej receptury nie zdradzi. Ale na szali była przyszłość ojczyzny i pani Paderewska uległa. W dramacie Wojtyszki tę kluczową scenę wspomaga papuga, która dogaduje (jak w „Kordianie” Słowackiego) i to papuga zmusza obie panie do porozumienia. Andrzej Strzelecki, który nadał dramatowi Wojtyszki swoje autorskie piętno i z pośrednictwa papugi (a szkoda) zrezygnował, ukazał chyba niezamierzenie to porozumienie kremowe w poważnej tonacji. Na szczęście zostawił na scenie żywe kury (w tym niejaką Konopnicką), ocalając groteskową oprawę tej opowieści o Polakach rozmarzonych wizją niepodległej Polski. Tak czy owak, Wojtyszko przekornie dowodzi, że przypadek rządzi światem.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Obrzydzanie cynaderką

| 23 Sie 2018  19:27 | Jeden komentarz

Trzech „nijakich i żadnych” wedle diagnozy V., czyli twórcy Kabaretu Starszych Panów, Jeremi Przybora i Jerzy Wasowski oraz Wiesław Gołas

Czytam, co Varga pisze w „GW” w związku z nowym serialem „Rojst”, ale nie reaguję na jego opinie o serialu, którego nie widziałem, tylko na niedorzeczną diagnozę czasów PRL, w których – jak się zdaje żył – ale chyba bez przekonania.

Oto co pisze rozsierdzony V.:

Peerel nie był ładny ani nie był brzydki, ludzie w nim żyjący ani niepospolitą urodą, ani nadzwyczajnym paskudztwem się nie objawiali – wszyscy byli żadni i nijacy. W Peerelu jedynym kolorem były wszystkie odcienie szarości, a jedyną trwałą strukturą rozliczne konsystencje błota. Jeśli coś było z metalu – było zardzewiałe, jeśli z drewna – spróchniałe, jeśli pomalowane – odrapane, jeśli z kamienia – to popękanego. Nadrzędną wartością nie była straszliwa milicyjna opresja, ale bylejakość i beznadzieja. Wciąż mi się zdaje, że prawdziwe barwy tamtych lat jeszcze bardziej były wyblakłe niż te na zdjęciach robionych filmami ORWO”.

Otóż wedle znanego podziału prawdy księdza Tischnera na prawdę, tyż prawdę i gówno-prawdę Varga zdecydowanie stawia na „gówno prawdę”. Cóż to za paradne diagnozy?

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Kulturalnie z Rosją

| 7 Sie 2018  18:01 | Brak komentarzy

Jeśli ktoś chce zorientować się, co nowego i ciekawego dzieje się w kulturze u naszego wielkiego sąsiada, może sięgnąć po książkę Grzegorza Wiśniewskiego „Muzyka, teatr, książka w Rosji”.

Autor bowiem od lat interesuje się życiem kulturalnym i artystycznym Rosji, związkami polsko-rosyjskimi w kulturze, wzajemnym oddziaływaniem artystów obu krajów. Owocem tych pasji krytycznych są jego szkice. Książka, o której mowa jest właśnie zbiorem bez mała ćwierci setki takich szkiców, penetrujących najrozmaitsze obszary kultury i sztuki.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Rylski czyta Zapiski myśliwego

| 25 Lip 2018  18:27 | Brak komentarzy

Zbiór tych opowiadań, publikowanych pierwotnie na łamach „Sowriemiennika” ukazał się w formie książkowej w roku 1852 (wówczas składał się z 22 opowiadań). Uchodził za swoisty most między prozą Gogola i Tołstoja, dowód przemiany prozy rosyjskiej, która porzucała romantyczny kostium na rzecz realistycznego.

Społeczny sens tego zbioru polegał na zbiorowym portrecie społeczności wiejskiej, a przede wszystkim chłopów, a także tzw. jednodworców, ludzi wyżej lokowanych w społecznej hierarchii niż chłopi, ale jeszcze nie ziemian, nowej inteligencji nieszlacheckiego pochodzenia, i wreszcie ziemian. Turgieniew odmalował niepoliczone bogactwo typów ludzkich, ich losów, zademonstrował okrucieństwo, głupotę i przemoc właścicieli i innych gnębicieli chłopów, wciąż traktowanych niczym niewolnicy (poddaństwo zostało zniesione dekretem carskim dopiero w roku 1961) nie po to jednak, aby budzić nastroje rewolucyjne, ale by dać wyraz swym liberalnym poglądom.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail

Szczupaczyńska na tropie (na lato)

| 7 Lip 2018  09:41 | Brak komentarzy

Po dwóch świetnie przyjętych kryminałach retro, czyli „Tajemnicy Domu Henclów i „Rozdartej” zasłonie” coraz sławniejsza Maryla Szymiczkowa proponuje lekturę „Seansu w Domu Egipskim”. Kim jest Maryla Szymiczkowa? To autorka fikcyjna, która stworzyli Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński.

Obdarowali ją taką oto biografią: „wdowa po prenumeratorze „Przekroju” w twardej oprawie, królowa pischingera, niegdysiejsza gwiazda Piwnicy pod Baranami i korektorka w „Tygodniku Powszechnym”. Dziś co niedzielę, po sumie w Mariackim, można ją spotkać na kawie u Noworola, a do niedawna wieczorami w Nowej Prowincji”.

> Czytaj dalej >>>

Facebooktwittergoogle_plusmail